marzec 2000
RAPORT HR
WYŁĄCZCIE KOMÓRKI
Niedowartościowani
kadrowcy bywają groźni. Organizowane przez nich kursy dla menadżerów mogą
przerodzić się w farsę.
Lekceważeni przez zarząd kadrowcy chcą się zwykle wykazać. Organizują więc
tzw. szkolenia zamknięte wyjazdowe: tylko dla swoich, w pięknym ośrodku gdzieś
w Polsce. Tymczasem wybór takiej formy łączy się z ryzykiem, że do głosu
dojdzie nie tylko inicjatywa, ale i niefrasobliwość.
Szkoleniowcy rozglądają się za propozycjami gwarantującymi, że będzie
"fajnie". I być może kierownicy zrelaksują się na takim kursie,
raczej integracyjnym, ale niekoniecznie skorzysta na tym firma.
A co się dzieje, gdy niedoceniony i
do tego bezmyślny szkoleniowiec chce się wykazać, kierując menadżerów na
zajęcia otwarte, w których uczestniczą przedstawiciele różnych pracodawców?
Tu z kolei jest niebezpieczeństwo, że będzie po prostu odfajkowywał kolejne
kursy.
Tymczasem poddanie przypadkowej grupy ludzi np.
szkoleniu na temat miękkich umiejętności, jak choćby negocjacje handlowe,
mija się niekiedy z celem. Inaczej mają negocjować kierownicy odpowiedzialni
za sprzedaż wózków widłowych czy samochodów, inaczej ci z branży bieliźniarskiej
lub kosmetycznej.
Które
skuteczniejsze?
Zresztą
sam wybór: szkolenie otwarte czy zamknięte stwarza problemy, a opinie na temat
ich przydatności są podzielone. Dla niektórych wpływ tych pierwszych,
gromadzących kierowników z różnych przedsiębiorstw, jest zdecydowanie
bardziej pozytywny, żeby nie powiedzieć - ożywczy.
- Szkolenia otwarte mają tę przewagę, że ich uczestnicy zostawiają za sobą
bagaż konfliktów z miejsca pracy. Wyrwani z grona kolegów, mogą się skupić
na nauce - Mówi Agnieszka Szkop-Gwiazda, prezes Centrum Kreowania Liderów.
Decydenci z różnych firm wymieniają się przy tym doświadczeniami i spostrzeżeniami,
zwłaszcza że uczestnikami takich kursów są najczęściej ludzie piastujący
podobne stanowiska, mający wspólną płaszczyznę dyskusji.
Agnieszka Szkop-Gwiazda twierdzi, że tylko co trzeci uczestnik kursu zamkniętego,
szczególnie na terenie zakładu pracy, rzeczywiście czegoś się na nich
nauczy. Dotyczy to zwłaszcza takich zajęć, jak choćby nauka budowania zespołu,
które nieraz, wbrew zaleceniom doradców, organizowane są na terenie przedsiębiorstwa.
Tymczasem zmiana środowiska jest niezbędna, by wywołać odpowiednie emocje,
otwartość, a zarazem krytycyzm wobec siebie i otoczenia. Pozwala też na
poznanie współpracowników w nietypowych warunkach, innych niż środowisko
pracy, rodziny.
Ponieważ CKL S.A. posiada swój ośrodek, około 50% jego działalności polega
na organizowaniu szkoleń otwartych jedno- lub wielosesyjnych, pozostałe to
projekty na zlecenie firm.
Inny pogląd niż Agnieszka Szkop-Gwiazda prezentuje Elżbieta Nałęcz, prezes
Agencji Kształcenia Kadr, która w 1998 roku diametralnie zmieniła proporcje
swojej oferty. Zmiany wymusił rynek. Wcześniej 2/3 propozycji AKK stanowiły
szkolenia otwarte, w 1999 udział ten przejęły zamknięte. To im Elżbieta Nałęcz
przypisuje większą skuteczność. Jej opinie podziela wielu szefów działów
szkoleń polskich i międzynarodowych przedsiębiorstw.
- Mamy specyficzne cele strategiczne
i procedury działania, a szkolenia powinny do nich nawiązywać: kształcić te
kompetencje menadżerów, które pozwolą je realizować - mówi Edyta Ponarad z
działu szkoleń PepsiCo. - Kierownicy mają konkretne braki, niekoniecznie
takie same w różnych spółkach. Tematyka kursów i stopień ich zaawansowania
powinny to uwzględniać. Trudno o to na szkoleniach otwartych, choć nie
rezygnujemy z nich całkowicie, by menadżerowie mogli zapoznać się z
najnowszymi światowymi trendami w zarządzaniu.
Oferty, jakie dostaję pocztą od firm zewnętrznych, służą do wybierania
szkoleń otwartych, z których w ciągu kilku miesięcy korzystają po 2-3
osoby. Jednocześnie dla sporego grona kierowników parę razy w roku organizuje
się kursy zamknięte.
- Wystąpień publicznych i prezentacji wolę uczyć się wśród obcych: jest
to o mniej krępujące i bliższe życiowej prawdy. Swój sens mają też
otwarte szkolenia językowe typu imact (bardzo intensywne zajęcia w krótkim
czasie) - mówi Sławomir Sołkiewicz, kierownik Działu Rozwoju Produktu i
Zakupu Tytoniu w Reemtsma S.A. - Kursy zamknięte, choćby te na temat rozwoju
kadry menadżerskiej, w którym właśnie uczestniczę, mają zaś tę zaletę,
że można ustalić zakres ich stosowania do potrzeb wszystkich uczestników.
Zdaniem Elżbiety Nałęcz, jeżeli grupa jest z jednego przedsiębiorstwa, to
łatwiej dobierać tzw. case`y (przykładowe modelowe rozwiązania) czy ćwiczenia.
Wiadomo jakie kursy jej członkowie mają już za sobą i jaki prezentują
poziom.
Profil naszej obecnej oferty wymaga dłuższego przygotowania, np. półrocznego
kontaktu ze zleceniodawcą, zanim dojdzie do szkolenia - podkreśla Elżbieta Nałęcz
i dowodzi, że są i takie zajęcia, które mogą mieć wyłącznie zamknięty
charakter, choćby dla działów obsługi klienta lub dotyczące komunikacji
wewnątrz firmy.
Chodzi o wykształcenie nawyków związanych z konkretnym miejscem pracy i
znajdującym się tam sprzętem. Pozwala to również na ustalenie jednorodnych
standardów działania w kontaktach z odbiorcami.
Co się
bardziej opłaca?
Szkoleniowcy podkreślają, że efekty kursu tak naprawdę nie zależą bezpośrednio
od jego otwartej lub zamkniętej formuły. Są przede wszystkim rezultatem
prawidłowego rozpoznania potrzeb firmy, stopnia zaangażowania trenera, a także
chęci kursantów do nauki. Na powodzenie wpływa też kultura organizacyjna
przedsiębiorstwa. Jeśli panuje w nim nadmierny kult pieniądza, niska jest
motywacja zespołu do podnoszenia kwalifikacji. Inaczej jest w strukturach
nastawionych na innowacyjność i rozwój. O doświadczeniach w pracy z menedżerami
takich właśnie firm, jak choćby polski oddział Hewlett-Packard, trenerzy
opowiadają z rozrzewnieniem.
Ważne jest też, jakie dobra lub usługi oferuje przedsiębiorstwo. Jeżeli
sprzedaży towarzyszy tam serwis wymagający kontaktu z klientem przez dłuższy
czas po zakupie, szkolenia traktowane są zdecydowanie bardziej serio.
Bez względu na to, czy kurs ma charakter zamknięty czy otwarty, nie ulega wątpliwości,
że menedżerowie wysyłani są przez firmy głównie na szkolenia wyjazdowe.
Tylko wtedy mogą w pełni poświęcić się nauce i nie tkwią jedną nogą w
pracy.
O wyborze szkolenia menedżerów decydują również całkiem przyziemne względy.
Jeśli przedsiębiorstwo jest duże, może wyłonić co najmniej 10 osobową
grupę, która weźmie udział w kursie zamkniętym, Mniejsze firmy wysyłają
pojedyncze osoby na szkolenia otwarte. Forma zamknięta opłaca się bardziej,
gdy w grę wchodzi więcej ludzi.
Właśnie oszczędzanie ma być, zdaniem Agnieszki Szkop-Gwiazdy, jednym z powodów,
dla którego klienci się na nią decydują. Za uczestnictwo jednej osoby w
kursie otwartym Centrum Kreowania Liderów trzeba zapłacić ok. 2,7 tys. zł
(23 godziny zajęć). Koszt trwających tyle samo zajęć dla menedżerów
jednej firmy wynosi w przypadku 12 osobowej grupy 1,6 tys. zł od uczestnika.
Top
za granicą
Szkolą się menedżerowie ze wszystkich branż, szczególnie chętnie kształcą
tzw. miękkie umiejętności: interpersonalne, komunikowani się itp.. Wielkim
wzięciem cieszy się sztuka prowadzenia prezentacji, zebrań, negocjacji (zwłaszcza
handlowych), techniki sprzedaży partnerskiej, motywowanie pracowników,
strategiczne zarządzanie zespołem i czasem.
Tego typu szkolenia mają zwykle charakter zamknięty. Przekazują bowiem
rodzaj wiedzy, która powinna pasować do specyficznych warunków w konkretnej
firmie i do jej celów strategicznych.
Kursy kształcące tzw. twarde umiejętności (logistyczne, finansowe,
marketingowe) mają zdecydowanie częściej formę otwartą. Nauczą się na
nich bowiem standardowej wiedzy przydatnej bez względu na warunki, w jakich na
codzień pracują słuchacze. Ale i tu wiele zależy od rodzaju kursu, np. połowa
szkoleń marketingowych, zahaczających o "miękkie" psychologiczne
kwestie, ma formułę zamkniętą.
Powyższe rozważania dotyczą przede wszystkim kadry kierowniczej średniego i
niższego szczebla. Członkowie zarządów niechętnie się kształcą, a jeśli
już, to raczej za granicą, dobierając program do indywidualnych potrzeb.
Ale może to się zmieni. Przedsiębiorstwa, które chcą wygrać rynkową
rywalizację, będą stawiać na innowacyjność i nieustanny rozwój pracowników.
Prezesi i dyrektorzy będą musieli dawać dobry przykład, uczestnicząc w
szkoleniach razem z podwładnymi. Niektórzy już tak robią.
Członków kadry zarządzającej raczej nie kształcimy za granicą - zapewnia
Aureliusz Leżeński, szef działu szkoleń EMPiK - wysyłamy ich jedynie w podróże
edukacyjne, pozwalające się przyjrzeć np. nowoczesnym zabiegom promocyjnym
stosowanym w innych krajach.