MĄDROŚCI ŚWIATA

DMUCH

    Na początku ptaki nie umiały latać. Albo może należało by raczej po prostu powiedzieć, że nie latały. Miały taką możliwość, ale nie posiadały wiedzy. Praktycznie rzecz biorąc, nie latały, ponieważ nigdy nie widziały nic latającego, nie sądziły więc, że latanie jest możliwe. W rzeczywistości, wcale o tym nie myślały.
Były zdecydowanie najbardziej nieruchawymi, najbrzydszymi i najsłabszymi stworzeniami na ziemi. Próbowały pływać jak ryby, foki, wydry i żółwie. Lecz większość z nich po prostu utonęła. Niektórym nawet dobrze szło i wyrosły im płetwiaste łapy. Generalnie jednak ptaki nie cierpiały wody.
Wszystkie próbowały biegać jak koty, psy i konie, lecz prawie zawsze były okropnie powolne i truchtały bardzo słabo. Kilka jednak okazało się doskonałymi biegaczami, jak strusie i emu, lecz większość z nich biegała tak słabo, że nie podjęła kolejnej próby.
Znacznie lepiej wychodziło im skakanie. Nie potrafiły skakać ani wysoko ani szybko ani dobrze, ale przynajmniej mogły się przemieszczać. Zostały więc przy skakaniu. Stały się jednak pośmiewiskiem wszystkich innych zwierząt, ponieważ brak jakiejkolwiek gracji był w nich żałosny. Nogi miały cienkie i słabe, ciała krótkie i grube a głowy za duże. W dodatku te okropne wyrostki p bokach wiecznie stawały na przeszkodzie i wytrącały z równowagi...
Najgorsze jednak, że ptaki naturalnie padały ofiarą prawie wszystkiego. Wszystko mogło je dogonić. Łatwo wpadały w łapy i kły zwierząt. Ich jedyną obroną było wspinanie się po drzewach, choć budową nie były do tego przystosowane. Lecz podczas wspinania, podobnie jak i skakania, przeszkadzały te drętwe nieładne wyrostki po bokach ciała.
W koronach drzew trzymały się mniej więcej z dala od swoich naziemnych wrogów, lecz tu narażone były na kontakt ze swoim najgorszym przeciwnikiem – Wiatrem. Bały się go ogromnie i nazywały „Dmuchem”. Nauczyły się całą swoją mocą przeciwstawiać „Dmuchowi” szalejącemu pośród gałęzi. Dopiero kiedy przemijał, skakały i szukały pluskiew pod korą. Jednak, gdy przychodził kolejny podmuch „Dmucha”, chwytały się ponownie kory niczym koła ratunkowego, gorzko przeklinając los.
Tak więc ptaki przeżywały życie skazane na to, że są najbrzydszymi, najbiedniejszymi i najbardziej bezbronnymi ze wszystkich Bożych stworzeń.
   
- Jeśli kiedykolwiek Bóg popełnił błąd – myślały – to my nim jesteśmy. Spędzamy życie czepiając się kory, grzebiąc za jedzeniem, czepiając się drzew, starając się przetrwać, i znów czepiają się, potem dla odmiany unikając wrogów i dalej czepiając się gałęzi.
A jednak pewien mały ptaszek różnił się znacznie od pozostałych. Kochał Wiatr. Uwielbiał uczucie chłodu owiewającego jego twarz. Przepadał za Wiatrem, bo falował mu piórka i czasami przynosił pod nos jedzenie. Co więcej, nienawidził czepiania się gałęzi, co czyniło go zupełnie odmiennym. Od czasu do czasu powtarzał innym ptakom, że zamierza przestać się czepiać i wykorzysta niedługo życiową szansę. Mówiły mu, że oszalał.
Nie oszalałem, tylko mi się nudzi. Nienawidzę czepiania się. Jeśli nadal będę się czepiał, to umrę z nudów.
Na te słowa wszystkie ptaki odsunęły się od niego. Niedobrze jest kleić się do wariata. Powtarzały mu:
Głupcze! Jak się odczepisz, zginiesz szybciej niż zdoła zabić cię nuda. Zaraz jak się puścisz, Wiatr, który tak bardzo poważasz, strąci cię z gałęzi i wrzuci w paszcze wygłodniałych wrogów pod nami. Nawet jeśli zdołasz im umknąć, „Dmuch” będzie wiał i miotał tobą o każdą skałę i drzewo w zasięgu wzroku. Idź po rozum do głowy i trzymaj się mocno.
Ptaszek rozważył ich ostrzeżenia. W końcu byli liczniejsi i starsi od niego i to uczyniło ich mądrzejszymi, czyż nie? Kimże on był, żeby się w odczepiać, skoro żaden z nich tego nie zrobił? Przypomniał sobie, jak będąc pisklęciem nie zachował ostrożności, spadł z gałęzi i uderzył się w głowę. Przez dwa dni miał zawroty. Na wspomnienie tego wczepił się jeszcze mocniej.
Jednak pewnego dnia ptaszek stwierdził, że już dłużej tego nie wytrzyma i postanowił nie słuchać już dłużej kolegów.
Być może moi przyjaciele mają całkowitą rację – powiedział – Kiedy się odczepię, „Dmuch” mnie zabije. Tylko, że siedząc tutaj, umrą z pewnością.
Poczekał na silniejszy podmuch i puścił się. Wiatr oczywiście zdmuchnął go natychmiast z gałęzi, trzepnął nim o pień drzewa, zrzucił na ziemię po drodze obijając o gałęzie, witki i pień. Ptak instynktownie starał się złapać skrzydłami konara. Wtedy Wiatr zwiał go z drzewa wypełniając pióra silnym powiewem. Uwolniony od ziemi, drzewa i czepiania się, przepiękny ptak poszybował wysoko w przestworza unosząc się bez większego wysiłku.
Idiota... – myślała cała reszta sądząc, że został zdmuchnięty – Ma, co chciał. Nigdy więcej go nie zobaczymy. Bóg z nim!
Wiele mil od drzewa, które było mu kiedyś domem, przemierzał podniebne przestrzenie. Ptaki, które czepiały się drzew i którym wydawał się zupełnie obcy, spoglądały na niego w górę. Najpierw były zaskoczone, potem poczuły lęk, który ustąpił pola fascynacji, aż wreszcie ogarną je podniosły nastrój.
Patrzcie! Patrzcie tylko! – wołały – Wygląda zupełnie jak my, a nie jest jednym z nas. Lata! Unosi się. Jest wolny. To chyba ten, o którym opowiada nasza legenda. To Mesjasz! Przybył, aby uratować nas wszystkich. Aby nas unieść w dal...
Tymczasem ptak szybujący w przestworzach usłyszał ich słowa i rzekł:
Nie, nie przybyłem was unieść w dal ani też uratować. Pojawiłem się, żeby pokazać wam, jak się lata.
Ptaki wołały coraz głośniej:
Ratuj nas! Obdarz nas darem latania! Uczyń dla nas cud...
Ptak unosząc się w przestrzeni powtórzył:
Nie mogę obdarzyć was zdolnością latania. Wy ją posiadacie. Przybyłem tylko, by nauczyć was ją wykorzystywać. Te wyrostki po bokach to skrzydła. Mogą służyć wam jako źródła, a nie bariery. To środki, nie obciążenia. Skupcie się na ich mocy unoszenia, nie na ich ciężarze. Są rozwiązaniem waszych problemów, a nie problemem. Rozwińcie je zamiast przeklinać. Niech „Dmuch” je wykorzysta. Rozpostrzyjcie więc skrzydła i odczepcie się. Wiatr zrobi za was wszystko. Musicie jedynie wypiąć pazurki z drzewa. Dla Wiatru unoszenie was to nieopisana przyjemność. „Dmuch” nie jest waszym wrogiem. „Dmuch” to przyjaciel.
One jednak świergotały tak głośno, że nie słyszały jego słów.
Ratuj nas! Ratuj, o Wielki i Wspaniały!
Im głośniej popiskiwały, tym mocniej się wczepiały. Potem nagle silny powiew wiatru poniósł ptaka w dal a wszystkie wczepione w drzewo zamilkły na chwilę. Po jakimś czasie jeden po drugim zaczęły opowiadać o Wielkim Ptaku, który powróci pewnego dnia, aby unieść je wszystkie w przestworza. Im więcej wymyślały legend o Wielkim Ptaku, tym bardziej wczepiały się w drzewo, na wypadek, gdyby nadszedł silny powiew „Dmucha”, i chciał je strącić z drzewa.