MĄDROŚCI ŚWIATA

JAK ROŚNIE WASZ OGRÓD (OGRODNICZKA)

Była sobie ogrodniczka. Być może bliższe prawdy byłoby określenie (przyszła ogrodniczka) i to właśnie zaczątek mojej opowieści. Należałoby raczej nazywać ją plantatorką ponieważ, jakby się starała, jej kwiaty nie kwitły. Jeśli ktokolwiek zapytałby ją, dlaczego tak bardzo się stara, odrzekłaby szczerze:
 - Bo kocham kwiaty.
I rzeczywiście kochała wszelkiego rodzaju kwiaty. Naturalnie wszyscy wielbiciele kwiatów muszą być ogrodnikami i hodować kwiecie, czyż nie. Albo jej się tak zdawało. Twierdziła z przekonaniem.
 - Każdy, kto zna moją rodzinę, wie, że jesteśmy ogrodnikami od wielu pokoleń. Moja matka była ogrodniczka i jej matka i matka jej matki. To rodzinne, widzicie. To tradycja. Tego się ode mnie oczekuje. I ja oczekuję tego od siebie. Chcę być ogrodniczką. Muszę być ogrodniczką. Potrzebuję być ogrodniczką. Nigdy tak bardzo nie starała się wyhodować pięknych kwiatów .Pracowała przez cały dzień i myślała o ogrodzie cały wieczór .Nawet śniła o kwiatach .Wstawała wcześnie , uprawiała ziemię , nawoziła , podlewała rośliny , plewiła chwasty a nawet m0dlia się za swoje nasiona. Potem szła spać. Następnego ranka, skoro tylko wstała, wykopywała nasiona, żeby zobaczyć, co się z nimi dzieje. Oczywiście oznaczało to, że nasiona nigdy nie wykiełkowały. Uważała, że niepowodzenie jest skutkiem tego, że nie stara się i nie pracuje dość ciężko, albo że nie jest dość uczciwa. W rzeczywistości była najciężej pracującym, najbardziej starającym się, najgorliwiej modlącym się i najuczciwszym przyszłym ogrodnikiem w okolicy. Niestety cała ta szczerość ciężkiej pracy, starań i gorliwej modlitwy stanowiła parodię ogrodnictwa. Z czasem zaczęła nie lubić ogrodnictwa i miewać codzienne bóle głowy na samą myśl o nim. Co więcej, jej poważne podejście do ogrodnictwa wywoływało konflikty z mężem.

Potem któregoś dnia udała się do sławnego eksperta w dziedzinie ogrodnictwa, żeby poprosić go o poradę i nauczyć się czegoś od niego. W trakcie rozmowy przyszła ogrodniczka zapytała wykształconego fachowca, w czym tkwi jego sekret. Odrzekł jej:

Cóż, podzieliłem ogrodnictwo na dwie kategorie. Na tę część, którą potrafię zrobić i tę, której nie potrafię. Ta, którą potrafię, to przygotowanie z zamiłowaniem do gleby, umieszczenie w niej nasion, regularne podlewanie ich, nawożenie i plewienie chwastów. Częścią, na którą nie mogę nic poradzić jest zmuszenie roślin, żeby rosły. Nauczyłem się czerpać przyjemność z ogrodnictwa, robić, co w mojej mocy i pozwalać naturze wziąć się do dzieła. Jeśli mam kwiaty zdobywające nagrody, to wspaniale. Jeśli rośliny wcale nie wyrosną, nie martwię się tym. Tak naprawdę, to kiedy już zrobię, co mogę, nie myślę o tym i mogę zająć się następną sprawą. Jeśli nasiona nie wykiełkują, ja swoją część zrobiłem. Jeśli wykiełkują dowiem się o tym pierwszy. Najważniejsze, że staram się pamiętać, że ja jestem osobą, która uprawia, a nie ogrodnikiem. Liczy się dla mnie coś jeszcze prócz ogrodnictwa. Moja tożsamość to nie tylko kwiaty i nasiona.

Młoda kobieta wzięła sobie jego radę do serca i zaczęła się rozluźniać. Uprawiała ogród, kiedy miała na to ochotę i wykonywała resztę swoich ogrodniczych zajęć z radością i miłością. Ale nie martwiła się już o nasiona. Wiedziała, że wyrosną, albo i nie, a drżenie i obawy o nie to tylko parodiowanie ogrodnictwa.

Będąc osobą o szerokich zainteresowaniach, oddała się im całym sercem i duszą. Wkrótce była tak dobrze obeznana z tematami, że inni przychodzili do niej po porady i opinie. Jej główny cel stanowiło dzielenie się z innymi swoim szczęściem i mądrością. Zachowała swój ogród i z przyjemnością pracowała w nim, kiedy tylko chciała. Rzadko jednak sprawdzała, czy kwiaty kwitną. Wiedziała, że jeśli i kiedy nasiona zaczną kiełkować, ona pierwsza się o tym dowie. Wystarczyło jej czerpanie radości z uprawniania i pielęgnowania.

A poza tym, nasiona mają sposób na zajęcie się sobą, zupełnie same.