MĄDROŚCI ŚWIATA

TAKTYKA MĘTLIKU

    Znalazłem to czekając na połączenie lotnicze na lotnisku w Toronto. Nie, nie mówię o mistycznym doświadczeniu ani o nie należącym do nikogo zwitku banknotów ani też o niczym równie dramatycznym. Przeszukując sklepiki z pamiątkami, trafiłem na śliczną małą marionetkę –Balerinę odzianą w różowe rajstopki koronkową sterczącą spódniczkę i mikroskopijne buciki. Będzie doskonałym prezentem dla mojej pięcioletniej córeczki , która czeka w domu.
   Miałem rację. Była doskonałym upominkiem. Mała piszczał z radości, kiedy jej ją podarowałem. Biegała wkoło ucząc się nią bawić. W krótkim czasie opanowała działanie drewnianego krzyżaka kontrolującego żyłki przyczepione do dłoni, łokci, głowy, kolan, i stóp marionetki. Zabawka miała jakieś dwadzieścia do dwadzieścia pięć centymetrów wysokości, lecz była doskonałą podobizną baleriny. Stanowiła świetny prezent dla mojej córki, która naprawdę pasjonowała się tańcem i gimnastyką. Wiele rozmawialiśmy o tym, że balet wymaga zarówno gracji jak i siły fizycznej. Godzinami bawiła się na podłodze w pokoju dziennym i zabrała nawet zabawkę ze sobą do łóżka.
   Wczesnym rankiem przechodząc obok jej pokoju, usłyszałem hałas i cichutko zajrzałem do środka . Nie spała... ale płakała. Łzy płynęły jej łzy po policzkach, skrzyły się na rzęsach a kilka toczyło się po nosku
 - Patrz , tato - pociągneła nosem.
 - Zepsuła się. Czy można ją naprawić ? Proszę...
Mała marionetka poplątała się przez noc i, rzecz jasna, nie reagowała jak należy na pociąganie za sznurki. Zajęło nam trochę czasu rozplątanie jej, lecz w chwili, gdy skończyliśmy pracę mała natychmiast zaczęła się znowu bawić.
 - Dziękuje tatusiu – zaświergotała.
 – Wiedziałam że potrafisz ją naprawić!
Uśmiechnąłem się do niej i wyszedłem z pokoju z moją najlepszą miną mówiąc:
 - Tatuś wszystko potrafi.
Kiedy jednak wróciłem do wieczorem do domu, było już zupełnie inaczej. Jedno spojrzenie na zapłakaną twarzyczkę powiedziało mi, że znów mamy ten sam problem. Niestety, tym razem było znacznie gorzej. Sznurki splątały się w wielki węzeł. Nawet odpięcie od krzyżaka nie pozwoliło ich rozsupłać. Pracowaliśmy jednak nad tym przez wieczór. Sytuacja zdawała się być beznadziejna. Zapytałem małą, jak do licha sznurki mogły się tak poplątać. To chyba oryginalny węzeł gordyjski! Jak się spodziewałem, nie uzyskałem zbyt jasnej odpowiedzi. Oczy znów zaszły łzami i zapytała:
 - Tatusiu, nie mógłbyś jej naprawić? Proszę...
Wiedziałem, że nie tylko chodzi o jej zagrożona nową ulubioną zabawkę, lecz także o mój status tatusia, który wszystko potrafił. Może właśnie teraz miała się dowiedzieć, że to nieprawda.
Jeśli jednak wziąć pod uwagę tylko lalkę, naprawdę miałem nadzieję ją uratować. Tylko, że cały nasz wysiłek zdawał się prowadzić donikąd. Wreszcie powiedziałem jej:
 - Kochanie , nie sądzę ,żeby udało nam się rozsupłać ten węzeł. Sprawdźmy, czy nie da się zamontować nowych sznurków, albo coś w tym rodzaju. Nie rozumiem , jak te żyłki mogły się tak splątać. Spojrzała na mnie ponurym wzrokiem. Znów łzy, rozpacz, rozdarte serce... W końcu odezwała się:
 - Tatusiu, nie wiem, jak to się poplątało. Nie zrobiłam tego celowo. Naprawdę! Myślę, że to się tak stawało powoli i po trochu...