Piekło to miejsce w którym nie ma czego negocjować

Liderek: Jak to się stało, że zająłeś się negocjacjami?

Mike Woodhouse: W czasie swoich studiów na uniwersyteckim oxfordzie przeczytałem książkę jednego z profesorów tej uczelni, zmarłego niedawno Allana Foxa pt. „Beyond the contact - Work power and trust relation”. Byłem poruszony. Ta książka potwierdziła i systematyzowała moje własne obserwacje dotyczące natury konfliktów międzyludzkich. Od czasu tej lektury zacząłem bardzo uważnie śledzić literaturę na temat negocjacji, dużo też na ten temat myślałem.

L.: Co sprawiło, że zdecydowałeś się na taką formę i taki program zajęć, jakie realizujesz teraz w Kłudzienku?

M.W.: Jest to efekt moich lektur, oglądania kaset wideo z programami szkoleniowymi o podobnej tematyce, a także - a może przede wszystkim - osobistego uczestnictwa w warsztatach i treningach - nie tylko z zakresu negocjacji, lecz też np. neurolingwistycznego programowania. Program realizowanego przeze mnie szkolenia jest efektem połączenia tych doświadczeń z moją wiedzą z zakresu filozofii, psychologii i.t.p.. Jest to próba stworzenia własnej formuły takich zajęć.

L.: wiem, że w trakcie zajęć wykorzystujesz wiele technik sprzyjających budowaniu atmosfery odprężenia i zaufania między uczestnikami. Jaki masz w tym cel?

M.W.: Przed wszystkim - pomóc ludziom w procesie uczenia się. Techniki oparte na osobistym kontakcie między uczestnikami czy techniki relaksacyjne pomagają uzyskać wysoki poziom bezpieczeństwa w grupie a przez to ułatwiają podejmowanie ryzyka związanego z wchodzeniem w nowe, nie zawsze łatwe sytuacje. Oczywiście techniki te mają też wpływ na nastawienia ludzi do własnego działania: jeśli jest t postawa elastyczności, świadomości, odpowiedzialności, to negocjacje przebiegają sprawniej i są bardziej satysfakcjonujące dla obu stron. Najważniejszym powodem wprowadzania technik integrujących grupę jest jednak ułatwienie zadania ludziom, którzy przyjechali, aby tu uczyć się negocjacji. Często zresztą zastanawiam się: dlaczego tak naprawdę tu przyjechali? Przecież większość tego, o czym mówię, można znaleźć w książkach. I książki byłyby o wiele tańsze. Wydaje mi się, że seminarium to nie tylko suche fakty, informacje. Ludzie przyjeżdżają tu, by mieć nowe wspomnienia i doświadczenia. Myślę też, że przyjeżdżają, by stać się częścią jakiejś grupy, w której interakcje będą miały jakiś nowy, odświeżający walor. I jeszcze jedno - i jest to pewien wykładnik mojej filozofii. Myślę, że ludzie przyjeżdżają na seminarium, aby wprowadzić pewną zmianę w swoim życiu. Nie muszą to być zmiany drastyczne, ale choćby jakiś drobny ruch w dotychczasowej sytuacji. Seminaria bywają czasem takim rytualnym miejscem, gdzie tego typu zmiany mogą zachodzić. Dbam więc o to, by moje seminaria nie były tylko suchym wykładem, lecz by docierały i pozostawiały pewien głębszy ślad w osobistym doświadczeniu uczestników.

L.: Kilka słów o filozofii negocjacji, o ich teorii. Czy czujesz się przedstawicielem jakiejś istniejącej szkoły negocjacji? A może stworzyłeś własną?

M.W.: Najchętniej określiłbym siebie jako zbieracz. Moje widzenie negocjacji oparte jest na przesłankach pochodzących z wielu teorii. Dobór tych przesłanek uzależniam od problemu, przed jakim akurat stoję. Czerpię więc nieco z teorii gier, trochę metod analitycznych, wykorzystuję metody harwardzkie, elementy neurolingistycznego programowania, trochę z dorobku Oxfordu i Uniwersytetu Stanford - używam wszystkiego, co w moim doświadczeniu wydawało mi się cenne i przydatne.

L.: Co jest dla Ciebie najważniejszym elementem w pojmowaniu natury konfliktu? Czy jest to „sprzeczność”? a może „walka”?

M.W.: to co próbuje robić - bezpośrednio czy pośrednio to pokazać, że konflikt jest nie tylko najbardziej naturalną, ale i najwspanialszą rzeczą na świecie. Pewien człowiek miał kiedyś powiedzieć innemu, co to jest piekło. „Piekło - rzekł - to miasteczko w środkowo - zachodniej części Anglii. Mieszkają tam sami nudziarze. Wszyscy wierzą dokładnie w to samo, wszyscy robią to samo i niczym się miedzy sobą nie różnią. „Konflikt jest w naturalny sposób związany z tym, że prawdziwi ludzie różnią się miedzy sobą - prezentują różne wartości, dążenia, inaczej spostrzegają świat. I to właśnie sprawia, że życie jest ciekawe. Dzięki temu możliwe jest robienie interesów, uczenie się, jakikolwiek postęp w jakiejkolwiek dziedzinie. Tak wiec konfliktów nie da się uniknąć - pytanie tylko, jak sobie z nimi radzić?

L.: No właśnie: jak myślisz: jacy ludzie mają największe szansę, aby skutecznie dać sobie radę w sytuacji konfliktu?

M.W.: Na pewno ci, którzy potrafią oddzielić człowieka od problemu. Nic w tym odkrywczego - wspomina się już o tym w Nowym Testamencie. Jeżeli dwaj ludzie znajdują się e sytuacji konfliktu to muszą poradzić sobie ze sprawą, która ich podzieliła, lecz także ze wzajemnymi kontaktami. Najważniejsze to nie mylić tych dwóch kwestii. Można nie zgadzać się w jakiejś sprawie a mino to bardzo się nawzajem lubić. I na odwrót - zgoda w pewnej kwestii nie musi oznaczać wzajemnej sympatii. Izraelczycy i Palestyńczycy mogą się zgodzić w pewnych sprawach ale mimo to wciąż się nienawidzą. Dlatego właśnie oddzielenie problemu od relacji jest tak ważne. Jest naturalnie wiele ważnych czynników, ale zbyt mało tu miejsca, by je dokładniej omówić.

L.: Twój sposób pojmowania problematyki wydaje mi się niezwykle ciekawy. Może nadasz mu formę nieco mniej ulotną niż tylko zajęcia?

M.W.: Tak. Noszę się z zamiarem napisania i wydania w Polsce książki na ten temat. Mam już nawet gotowy jej plan - na razie brakuje mi jednak czasu, by dokończyć pisanie. Mam jednak nadzieję, że wygospodaruje chociaż miesiąc i dokończę pracę nad tą pozycją.

L.: A więc czekamy!