PRZYWÓDZTWO TO GRA JĘZYKOWA

Pozwolę sobie zacząć od podzielenia się z państwem pewnymi wątpliwościami i wrażeniami dotyczącymi przywództwa.

1. Przywództwo jest forma wpływu społecznego (dotyczy więcej niż jednej osoby), wywieranego przez osobę znajdującą się na stanowisku zwierzchniczym wobec podwładnego. Oczywiście istnieją także liderzy „nieformalni” tzn. tacy, którzy wywierają wpływ na członków grupy, nie zajmując przy tym jakiegoś formalnie wyznaczonego stanowiska. Stanowią oni zjawisko tak powszechne, że ograniczanie terminu „przywództwo” do czegoś, czego dokonują osoby związane z pozycjami formalnymi wydaje się niemądre.

2. Mianem przywództwa określa się cały zlepek różnych zachowań, od brygadzisty do proroka. George Graen stwierdził, że o ile model Par Połączonych Pionowo zdawał się w miarę dobrze pasować do „nadzorców administracyjnych” to już do „brygadzistów” pasowały znacznie gorzej. Czy istnienie w języku jednego słowa zmyliło nas na tyle, że zaczęliśmy sądzić, że reprezentuje ono jakąś jednorodną rzeczywistość? Gregory Bateson argumentował, że nasz język jest ukierunkowany na rzeczy, zaś jest znacznie uboższy, kiedy trzeba myśleć o wszelkiego typu relacjach. Czy nacisk, który kładziemy na pojedynczy termin „przywództwo” mówi coś o tym, na ile bliskie jest nam to pojęcie, czy ile mamy w nim doświadczenia?

3. Myśl ściśle związana z poprzednią: Nasza epistemologia zdaje się zmuszać nas do zgodzenia się na konceptualną definicję terminu „przywództwo”. Jednak Jan Mitroff nalegał, aby znaleźć zamiast zgodności inne strategie badawcze, podkreślające eklektyzm i dialektyzm. Sugeruję tutaj, że może powinniśmy nie tylko rozbić konceptualne zagadnienie przywództwa, ale też abyśmy próbowali w pełni wziąć pod uwagę różnorodność wzajemnie na siebie oddziaływujących wyjaśnień. Innymi słowy istniejące schematy konceptualne nie są wystarczająco rozróżnione. Zbyt często zachodzą na siebie nawzajem. Obejmujemy dokładnie zbyt mały obszar. Dla kogoś, kto wierzy w epistemologię zgody byłby to sygnał do świętowania, niepodważalny symptom zbliżania się do rozwiązania. Przy stylu badawczym, kładącym nacisk na zgodę nie ma możliwości sprawdzenia, czy dotarliśmy do optimum lokalnego zamiast globalnego - czyli stworzyliśmy właściwe rozwiązanie niewłaściwego problemu.

4. Pojęcie „stylu” przywódczego kojarzy mi się z powierzchownością działań, pozbawioną szczerości intencji i rzeczywistego znaczenia. Sądzę, że wczesne badania stylów przywódczych miały na celu powiedzenie czegoś o ogólnym sposobie, w jaki lider podchodzi do swoich zadań. Gdzieś jednak po drodze straciliśmy „strukturę wewnętrzną” albo znaczenie stylu przywódczego, i zauważam, że studentów uczy się tylko na poziomie „struktury powierzchniowej” tzn. tylko na poziomie powierzchownego wyrazu zjawiska. Mówiąc krótko, gramatyka to relacja pomiędzy dźwiękiem i znaczeniem. Można ją rozbić na fonetykę, składnię i semantykę. Aby używać języka trzeba umieć posługiwać się wszystkimi trzema składnikami gramatyki. Powróćmy teraz do przywództwa. Potraktujmy przywództwo jako język. Używanie na przykład przywództwa demokratycznego oznacza zrozumienie zestawu znaczeń (wartości?), które chcemy przekazać, nadanie im pierwotnego, prostego wyrazu, przetłumaczenie ich na reprezentacje stylistyczne, wreszcie wybranie dźwięków i działań, które mają je manifestować. Obawiam się, że ten złożony proces został uproszczony i że ograniczyliśmy gramatykę przywództwa do jego fonetyki. Straciliśmy składnię, a zwłaszcza semantykę przywództwa. Dźwięki, działania i wyraz powierzchniowy to elementy, które można obserwować, składają się one na zachowanie, które można „naukowo” wierzyć w sposób, który można potem odtworzyć. Z kolei głębokie struktury, w szczególności znaczenia, to ulotne pojęcia, które nie mają odpowiedników fizycznych, behawioralnych. Nie da się ich badać. Jeżeli zaś mamy badać przywództwo w sposób naukowy, musimy ograniczyć naszą uwagę do powierzchniowych składników natury stylistycznej. Epistemologię opartą na takim skrócie myślowym odrzucam ze względów naukowych i etycznych.

5. Język, którego używamy, stanowi jeden z najmniej widocznych czynników, wpływających na nasze zachowanie. „Wspólne używanie tego samego języka z drugą osobą daje najsubtelniejsze i najsilniejsze narzędzie do kierowania zachowaniem tej osoby dla własnych celów”. (Morris, 1949). Jednym z powodów niemożności używania wspólnego języka może być brak jednakowego słownika. Jest to mniej kłopotliwy typ tego problemu. Drugi - bardziej kłopotliwy - wynika z sytuacji, w której zbiory znanych słów są takie same, ale różne są zbiory odpowiadających im znaczeń. Znaczenie słowa to zestaw sposobów, na które jest on używany. Mówi nam to również coś o tym, w jaki sposób języki ulegają wspólnemu używaniu - poprzez dzielenie wspólnych doświadczeń i mówienie o nich, to jest przez używanie słów i przez to tworzenie nowych znaczeń. Znaczenia zmieniają się mniej więcej tak szybko, jak zmienia się środowisko i zmiana ta powinna nadążać za zmianami rzeczywistości, jeżeli przywództwo ma być skuteczne.

6. Co to znaczy „być skutecznym liderem”.
Patrząc na badania w tym zakresie ulegam wrażeniu, że skuteczność definiowana jest przeważnie jako „wydajność grupy podwładnych albo jako posłuszeństwo wobec dyrektyw lidera”. „Dobry” lider to taki, który potrafi skłonić swoich podwładnych do robienia czegoś. Co się stanie, kiedy wyrwiemy się z pomiędzy tych dwóch koncepcji behawioralnych? Jaki wygląd będziemy mogli uzyskać, jeżeli powiemy że skuteczność lidera leży w jego umiejętności nadania działalności znaczenia dla tych, których ona dotyczy - nie zmieniania zachowań, ale dania im możliwości zrozumienia tego co robią, a w szczególności zakomunikowania tego w taki sposób, aby oni mogli również komunikować znaczenie swojego zachowania.

Do tego momentu zajmowałem się koncepcjami języka, umieszczonego w kilku różnych aspektach. Na jednym poziomie próbowałem powiedzieć, że słowo „Przywództwo” poprzez sam fakt swojego istnienia wpływa na sposób, w jaki mu, specjaliści od nauk społecznych widzimy świat i na to, jak wziąwszy niepodzielną rzeczywistość tniemy ją na taki a nie inny zestaw elementów. Na drugim poziomie stwierdziłem, że stopień w jakim lider rozumie subtelne różnice znaczenia jest ważny dla jego skuteczności. Myśl i komunikacja związane są z licznymi grami językowymi, w których nie tylko pojedyncze słowa mają różne znaczenia, ale też słowa jako takie mają różne funkcje.

Na trzecim poziomie sposób, w jaki lingwistyka podeszła do badań języka daje wzorzec wart do naśladowania. Chomsky uczynił dwie istotne rzeczy dla umożliwienia formalnych badań języka.

Po pierwsze stworzył rozróżnienie pomiędzy wiedzą a produkcją językową. Przez pojęcie wiedzy rozumiał on te aspekty mowy, które są niezależne od osoby jej używającej i należą wyłącznie do struktury języka. Poprzez produkcję zaś rozumiał to, jak język jest w rzeczywistości używany, z częstymi błędami składniowymi, przerywaniem zdań i zaczynaniem od początku itd. Poprzez skupienie się na wiedzy językowej i odłożenie na bok produkcji językowej mógł sformułować rozwiązywalne problemy, dotyczące formalnej struktury języka.

Po drugie, poprzez stworzenie pojęć fonetycznej i semantycznej reprezentacji języka, mógł określić pole składni, co znowu pozwoliło mu na sformułowanie rozwiązywalnych problemów, w taki sposób, by początkowe uproszczenia można było rozwinąć, kiedy nauka o składni wykona postępy.

Chomsky interesował się zrozumieniem ludzkiego umysłu, nie zaś zachowania, zaś język widział jako sposób wejrzenia w umysł na tyle, na ile język go tworzy. Nie prześledziłem jeszcze implikacji, jakie ta strategia niesie dla badania przywództwa, nie jestem też pewien, czy mogła ona być w tych badaniach pomocna. Reprezentuje ona jednak podejścia badaczy przywództwa. Stanowi więc potencjalne źródło twórczego wglądu w zagadnienie.