Temat: sobotnia wizyta w Radiu Biznes

Gość:
Bogusław Feder Prezes Centrum Kreowania Liderów


Wywiad Haliny Lichockiej , Radio Biznes 19.01.2002, godz.8.30.

H.L. - Czy liderem się trzeba urodzić? Czy można się tego nauczyć? Jak być liderem?

B.F. - Ciekawe pytanie pani zadała, bo w ostatnim czasie miałem taki wykład w Akademii Obrony Narodowej na temat przywództwa i jedną z tez wystąpienia, która była widoczna cały czas dla słuchaczy: generałów, pułkowników, było stwierdzenie, że liderem się nie trzeba wcale urodzić, że są to cechy, których można się nauczyć, tylko trzeba zdefiniować, jakie są to cechy, które powinien posiadać lider, przywódca.

 

H.L. - Lidera można wykreować- na ten pomysł wpadł pan Bogusław Feder jedenaście, bodajże, lat temu i założył Centrum Kreowania Liderów. Wiedział pan tak naprawdę, co pan robi, czego się pan spodziewał uruchamiając ten biznes, bo to się okazało, że to jest niezły biznes?

B.F. - Z tego co wiem, Radio Biznes powstało w 1989 roku i ja również zająłem się działalnością edukacyjną w 1989 roku, kiedy to nastąpił okres transformacji w Polsce i wiele osób dostało swoje 5 minut, z których skorzystało. Ja należę do grona tych szczęśliwców, którzy chyba wykorzystali te swoje 5 minut, rozpoczynając działalność, którą bardzo lubię, szkoleniową. Nie jest to biznes w takim pełnym tego słowa znaczeniu, jeśli bierzemy pod uwagę ciągłe pomnażanie pieniędzy.

 

H.L. - Czy chce pan powiedzieć, że jest to misja, bo tak to przynajmniej można odebrać, oglądając chociażby stronę pana firmy w internecie i tam się pojawiają takie słowa: „dusza firmy”, „wizja firmy”, „kodeks etyczny Firmy”, bardzo to brzmi górnolotnie, ale jak pan zaczynał? Czego dotyczyły pierwsze szkolenia?

B.F. - Pomysłem było moje doświadczenie chyba osobiste, życiowe, które w wieku trzydziestu lat zostało zdefiniowane w tym, co chcę dalej w życiu robić. Do tego momentu różne rzeczy robiłem, byłem na stypendium we Francji, podróżowałem, pracowałem w różnych miejscach, nie mogąc sobie znaleźć miejsca w tamtej rzeczywistości, i kiedy nagle pojawiły się pewne możliwości robienia tego, co człowiek by chciał, pomyślałem sobie, że warto by było robić coś, co by mogło pomóc ludziom zmienić ich sposób myślenia, pomóc im uświadomić sobie, jak bardzo są często uzależnieni od modeli postępowania i zachowania, które im zostały narzucone bez ich woli. Nie zdając sobie nawet z tego sprawy, naśladując różne zachowania ludzi, robią sobie nawzajem krzywdę.

 

H.L. - Czyli, jak dostanę się na stanowisko prezesa, czy dyrektora, to będę wskazującym palcem wyznaczać osoby, rządzić „twardą ręką”?

B.F. - Coś w tym sensie. Chyba najgorszym modelem myślenia jest to, że jak ja tam wejdę, to na pewno będzie lepiej, ja lepiej to zrobię. Mamy przykłady na co dzień tego, jak ludzie, którzy myślą w ten sposób zaczynają dominować nad nami, mówiąc, że jak ja tam będę, to na pewno będzie lepiej, a okazuje się, że postępuję, zachowuję się dokładnie tak, jak to było - nie wiem: 10 lat temu, czy 15, czy 20 lat temu.

 

H.L. - Ale pomagając ludziom osiągnąć sukces, bo liczę na to, czy tak sobie to wyobrażam, że jak ktoś ma zostać liderem, to po to, żeby jakiś sukces osiągnąć, prawda -czy pan zaczyna od zdefiniowania potrzeb tego człowieka, czy przede wszystkim od celu jaki on ma osiągnąć, co ma robić?

B.F. - Ten człowiek nie jest przedmiotem mojej działalności tylko podmiotem własnego życia i zadaniem, które sobie wytyczyłem jest pomóc temu człowiekowi uświadomić sobie, co jest jego celem, co będzie uznawał za swój sukces. Bo jeden może uznawać za sukces kierowanie korporacją, która będzie produkowała najbardziej ekologiczne produkty, a drugi może uznać, że jego misją życiową będzie to, jak będzie wspaniałym ojcem wielodzietnej rodziny. To też dla niego będzie ogromnym sukcesem, jeżeli wychowa młodych ludzi, dobrze przygotowanych do dalszego życia. Każdy definiuje swój sukces na swój sposób i nie możemy powiedzieć, że sukces to jest na pewno dużo pieniędzy, samochód, mieszkanie i dobra praca.

 

H.L. - No i wróćmy do tych pierwszych szkoleń, jak one się rozwijały? W jaki sposób pan kompletował zakres szkoleń?

B.F. - To było bardzo ciekawe doświadczenie. To był początek lat dziewięćdziesiątych, na te szkolenia przyjeżdżali ludzie z całej Polski i zauważyłem ciekawe zjawisko, że oni po tych szkoleniach po prostu tracili pracę. Wracali do swojej firmy z nowymi pomysłami i chęcią zrobienia czegoś na nowo, czy w taki sposób może bardziej idealistyczny i natrafiali na takie struktury, które ich łamały. Oni przyjeżdżali np. po trzech, czterech miesiącach i mówili: ja już nie mam pracy, ale ja chcę skończyć te seminaria, które zacząłem, bo uważam, że to są najbardziej wartościowe rzeczy, których się tu dowiedziałem. Pierwsze szkolenia, które realizowałem, były szkoleniami tzw. wielosesyjnymi, które trwały po sześć - osiem miesięcy, od 200-u do 240-u godzin zajęć i to były patrząc z perspektywy, najbardziej wartościowe szkolenia.

 

H.L. - Czego dotyczyły?

B.F. - Zarządzania i kierowania ludźmi poprzez umiejętność kierowania i zarządzania sobą samym, to było to pojęcie samorealizacji. Ja przede wszystkim muszę umieć realizować swoje cele, żeby komukolwiek innemu wytłumaczyć, jak on ma realizować cele, bo kierowanie innymi zaczyna się od kierowania sobą. Jeśli potrafimy pokierować własnym życiem, potrafimy podejmować trafne decyzje, to zapewne będziemy mogli to przekazać innym ludziom, natomiast, jeśli sami tego nie potrafimy, to tylko możemy zamotać innym w głowie.

 

H.L. - Czy firmy szukają ciekawych propozycji szkoleniowych, czy zgłaszają zapotrzebowanie, a państwo potem do tego budują program?

B.F. - Taki dynamiczny rozwój firm szkoleniowych i usług szkoleniowych w ogóle, nastąpił w połowie lat dziewięćdziesiątych, w 1994 1995 r, kiedy powstawało mnóstwo firm szkoleniowych. Zapotrzebowanie było wówczas ogromne. Firmy „w prezencie” wysyłały nowych pracowników na szkolenia nie dbając też o to, jakie to było szkolenie, po prostu na zasadzie nagrody, na zasadzie wyróżnienia, czy powiedzmy „kupowania” sobie pracownika, różnymi gadżetami i jednym z tych gadżetów było szkolenie. Obecnie obserwuję bardziej selektywne podejście do szkoleń, to znaczy firmy mają większą wiedzę na temat, jakie umiejętności, jaką wiedzę powinien posiadać pracownik na konkretnym stanowisku i do tego dobierają szkolenie. Niebagatelne znaczenie ma oczywiście cena szkoleń oferowanych obecnie przez firmy szkoleniowe, bo to zwykle, jak się dzieje trochę gorzej - to jest piekło dla słabych i raj dla ambitnych. Teraz jest raj dla ludzi ambitnych, bo mamy chwilę załamania gospodarczego.

 

H.L. - Ambitnym pan się stara pomóc i temu służy centrum. Ilu zatrudnia trenerów, bo tak się nazywa tych szkoleniowców, tak?

B.F. - Tak, około stu osób, z którymi na stałe współpracujemy przy realizacji naszych projektów szkoleniowych. Głównie są to ludzie, którzy samodzielnie wyszukują firmy szkoleniowe, oferując swoje programy szkoleniowe, czy swoje pomysły na szkolenia, czy też znajomość rynku.

 

H.L. - Czy można powiedzieć, że narodził się taki nowy zawód: „trener”, w znaczeniu szkoleniowca?

B.F. - Myślę, że tak, już można mówić o takiej profesji, jak szkoleniowiec, który musi być wszechstronnie przygotowany. To musi być osoba znająca zachowania ludzkie, trochę pedagogiki, trochę psychologii, znająca mechanizmy rynkowe, znająca realia gospodarcze.

 

H.L. - A czy mógłby pan powiedzieć, jakie błędy dzisiaj, już po tych dziesięciu-jedenastu latach nowej gospodarki popełniają menedżerowie, ludzie piastujący kierownicze stanowiska w firmach?

B.F. - Przede wszystkim relacje między nami, między ludźmi, którzy ze sobą pracują, są zaniedbywane. Ekonomia dusi nas na co dzień.

 

H.L. - Czyli wskaźniki, wymagania, jakie narzuca nam właściciel?

B.F. - Wskaźniki, wymagania, nawet nie właściciel, bo to są wymagania makroekonomiczne. Biorąc pod uwagę politykę Leszka Balcerowicza, to jest to zmuszanie społeczeństwa do efektywności, to jest zmuszanie wszystkich, począwszy od właściciela do pracownika na najniższym stanowisku w firmie, do oszczędzania, efektywności, do dbania o koszty, do czego w zasadzie my nie jesteśmy przygotowani. Wielu z państwa było wielokrotnie za granicą w czasach przeszłych. Jeździliśmy do Niemiec i jeździliśmy do Stanów Zjednoczonych, przyjeżdżając stamtąd z wypiekami na twarzy i mówiąc, że oni to oszczędzają nawet centa na wodzie albo liczą każdego dolara i z takim nawet ironicznym czy lekceważącym uśmiechem na twarzy mówiliśmy: to są skąpcy, to są ludzie, którzy wyliczą ci każdy kawałek chleba, cukru i herbaty. Z takimi doświadczeniami ci z nas, którzy mieli możliwość wyjechać na Zachód w czasach komuny, wracali a tutaj był raj niegospodarności ( można powiedzieć) . Dzisiaj nadal obserwuję budownictwo na przykład i co widzę: idzie ktoś na budowę, pędzel rzuci, no dobrze kupi się następny, farba się wylała - dokupi się nowej i tak dalej.

 

H.L. - No ale wiadomo, kiedyś wszystko było niczyje, nasze, czyli niczyje.

B.F. - Nawet w przedsiębiorstwach, które są czyjeś, tego się nie zmieni jednym ruchem pędzla, malując nową rzeczywistość w różowych kolorach. Po prostu, to wymaga od nas samych wysiłku, nauczenia się myślenia o naszym działaniu w kategoriach ekonomicznych, co nie jest nam przynależne, bo byliśmy wychowani w wartościach humanistycznych. Bądź co bądź, tamte czasy bardzo promowały nasze wykształcenie ogólne, humanistyczne, wiedzę o świecie, literaturę, poezję, geografię, historię. Jesteśmy świetnie wykształconym narodem, a kiedy pojedziemy do Stanów Zjednoczonych to oni mylą pojęcia - np. Moskwa leży sto kilometrów od Warszawy, a to nie szkodzi, albo niech pani zapyta kogoś w San Francisco, czy wie kto to jest Czesław Miłosz i że dostał nagrodę Nobla, no nikt o tym nie wie, ale jeśli mielibyśmy rozmawiać na temat, jak zrobić jakiś biznes, to po prostu jesteśmy w przedszkolu. Dla nich najważniejsze jest to, żeby była praca, żeby zarobić pieniądze, żeby odłożyć pieniądze na spokojną starość, żeby mieć zabezpieczenie zdrowotne.

 

H.L. - No i teraz my się dowiadujemy, że to są rzeczywiście sprawy pierwszorzędne, ale czy możemy zmienić swoją mentalność szkoląc się?

B.F. - Taka idea przyświecała mojej firmie, żeby ludzie sobie uświadomili, pieniądze to jest jakby ważna sfera życia, ale relacje między nami, komunikacja między nami jest niemniej ważna.

 

H.L. - No i od tego właśnie zaczęliśmy ten wątek, że zapominamy o relacjach międzyludzkich, co dalej?

B.F. - Bo relacje międzyludzkie są podstawą sukcesu. Wie pani, ja pochodzę z takiej niezamożnej rodziny, moi rodzice nie dali mi pieniędzy na to, żebym rozpoczął swój biznes. Ojciec zmarł jak miałem 22 lata, pomagałem mamie wychowywać siostrę i startowałem od zera, z własnego pomysłu. Nauczyłem się jednego, że pomysły są pierwsze w stosunku do pieniędzy, które przychodzą. Czyli, jeśli mamy pomysł i myślimy o tym, żeby go zrealizować, czyli tę wizję, tego co chcemy zrobić, to pieniądze przyjdą. One po prostu będą ekwiwalentem naszego pomysłu: tyle, ile zaważy nasz pomysł, tyle otrzymamy ekwiwalentu w pieniążkach, które po prostu przełożymy na inne dobra, które będziemy chcieli mieć. Natomiast najważniejsza jest idea, tak jak powiedział Albert Einstein. Ja również prowadzę takie seminarium, które nazwałem „ strategia geniuszu”, gdzie posługując się przykładami osób takich, jak Albert Einstein, czy Arystoteles, czy powiedzmy Nicholas Tessla pokazuję, jak oni do tego doszli, w jaki sposób oni wpadli na ten pomysł. Czy wyobraża sobie pani, że Albert Einstein, który był niesfornym uczniem i miał kłopoty, mając lat szesnaście i nudząc się w szkole, wymyślał sobie takie zabawy w swojej głowie: jakby to było, gdybym ja z prędkością światła podróżował na promieniu i trzymał przed sobą lustro? Co bym widział przed sobą? Jego teoria względności nie powstała w ogóle ze znajomości matematyki, tylko z wyobraźni i ja chcę pokazać moim odbiorcom, że umiejętność wyobrażania sobie, czy wizualizowania sobie pewnych procesów jest znacznie ważniejsza od wiedzy, którą posiadamy na ten temat.

 

H.L. - A czy pan pomagając innym, czyli realizując tę misję niesienia pomocy innym, żeby osiągnęli sukces, żeby zostali liderami, zrealizował sam siebie, swoje marzenia?

B.F. - Osiągnąłem duży stopień pewnej retrospekcji i umiejętności myślenia systemowego, czyli jak trzy osoby będąc w jednym miejscu, mają na siebie wzajemny wpływ. Nauczenie się myślenia uważam za ogromny sukces. Ilość spotkań, ilość podróży, które odbyłem: proszę sobie wyobrazić, że zrealizowałem 17 wypraw do Stanów Zjednoczonych, gdzie zabrałem ze sobą 300 polskich menedżerów, pokazując im najciekawsze zakątki gospodarcze i geograficzne Ameryki. Jednym z moich pierwszych klientów był obecny prezes PKN Orlen, który odbył wszystkie szkolenia. Wiele innych osób, których nie znam z imienia i nazwiska, które mówią o tym, że dowiedziały się ciekawych, wartościowych rzeczy, nauczyły się myślenia, co zaniedbujemy od pierwszych dni, wychowując następne pokolenie. Nie sama wiedza jest istotna tylko umiejętność, jak to zrobić, jak tego dokonać, jak skonstruować swój biznes plan, jak skonstruować swoją strategię działania, co powinniśmy dzisiaj zrobić, żeby osiągnąć to co chcemy mieć w przyszłości. Bo to są takie pytania, których sobie zwykle nie zadajemy. Raczej zadajemy sobie pytania dlaczego coś powstało. Pytanie ”dlaczego?” jest adekwatne dla dziecka trzyletniego i myślę, że okres zadawania pytań „dlaczego?” kończy się w wieku pięciu lat, a później następuje okres, kiedy powinniśmy sobie zadawać pytania: Jak czegoś dokonać ? Jak dojść do naszej upragnionej wizji, czy realizacji naszych marzeń ?

 

Z Bogusławem Federem założycielem Centrum Kreowania Liderów rozmawiała Halina Lichocka.