@ Dusza firmy


@ Kodeks etyczny


@ Kompetencje


@ Publikacje


@ Inspiracja


@ Pomyślałem sobie


@ Klienci


@ Rekomendacje


@ Napisali o nas


@ Kontakt


@ Serwis w pigułce


FORUM i ZASOBY

login 
hasło 

Nasi partnerzy:
więcej>>>
Aktualności

06-04-2005

Prorok i jeden z jego towarzyszy przybyli do miasta nauczać. Wkrótce
jeden z jego popleczników podszedł do niego i powiedział: "Panie mój, w
tym mieście nic tylko głupota. Mieszkańcy są uparci. Nikt nie chce się
uczyć. Nie nawrócisz żadnego z tych zatwardziałych serc". Prorok
odpowiedział uprzejmie: "Masz rację".

Niedługo potem inny członek społeczności podszedł do proroka.
Promieniejąc z radości rzekł: "Panie przebywasz w szczęśliwym mieście.
Ludzie czekają prawdziwych nauk i otwierają serca na twoje słowa",
Mohammed uśmiechnął się dobrotliwie i powiedział: "Masz rację".
"Panie", powiedział  towarzysz Mohammeda, "Pierwszemu człowiekowi
powiedziałeś, że ma rację, a z drugim, który twierdził coś zupełnie
przeciwnego, też się zgodziłeś. Czarne nie może przecież być białe".
Mohammed odpowiedział: "Każdy widzi świat takim, jakim chce go widzieć.
Dlaczego miałbym zadawać kłam tym mężczyznom? Jeden z nich widzi to, co
złe, drugi widzi dobro. Czy powiedziałbyś, że jeden z nich postrzega
źle? Czyż ludzie tutaj i wszędzie indziej nie są zarazem źli i dobrzy?
Żaden z tych dwóch mężczyzn nie skłamał. Ich wypowiedzi nie były
błędne. Były po prostu niedokończone."



Ta orientalna przypowieść bliska jest polskiej rzeczywistości. Niemal
codziennie jesteśmy świadkami wielu przedstawień oratorskich, mniej lub
bardziej udanych krasomówczych wystąpień, które udowadniają, że czarne
jest białe, a białe jest czarne. Wszystko w zależności od opcji.
Niejednokrotnie wyselekcjonowane przez mówiącego słowa wpływają na
podejmowane przez słuchaczy decyzje.



Język stanowi główne narzędzie porozumiewania się dla różnych celów -
po to, aby przekazywać sobie informacje o świecie i własne na ten świat
poglądy, aby wpływać na postawy i zachowania naszych rozmówców, lub aby
wywoływać w nich przeżycia estetyczne.



Słowa i znaczenia

Język ma niebywałą siłę. Dlatego dobrze jest upewniać się, czy mówimy
to, co chcieliśmy powiedzieć, rozumiemy to, co inni mają na myśli, czy
umożliwiamy ludziom zrozumienie tego, co oni sami myślą. Słowa mają moc
wywierania obrazów, dźwięków uczuć, mogą tworzyć i niszczyć relację,
zrywać kontakty dyplomatyczne, prowokować wojny, wywoływać w nas dobre
i złe stany.

Jedyną odpowiedzią na pytanie: "Co to słowo naprawdę znaczy?" jest pytanie: "Dla kogo?".

Polegamy na intuicji posługujących się tym samym językiem od urodzenia
i na fakcie, że nasze doświadczenia znaczeń są wystarczająco podobne,
aby nasze "mapy rzeczywistości" miały wiele cech wspólnych. W
większości przypadków nasze znaczenia są wystarczająco bliskie
odpowiedniego rozumienia. Są jednak i takie okoliczności, w których
bardzo ważna jest precyzyjna komunikacja, na przykład w relacjach
intymnych czy w przypadku uzgodnień w biznesie.

Prawdopodobnie będziemy zgodni, co do znaczenia słowa "ziemniak",
ponieważ podzielamy mniej więcej ten sam obraz, zapach i smak. Będziemy
jednak dyskutować do późnej nocy nad znaczeniem słów: szacunek, miłość
i polityka.



Słowa są ze sobą spokrewnione i mogą wchodzić w najdziwniejsze
pokrewieństwa znaczeniowe. Wynika to z iście magicznej mocy języka. Ze
słowa "tak" przy odpowiedniej inwencji da się wyprowadzić słowo "nie",
a wszystko może oznaczać wszystko. Można się o tym przekonać słuchając
obrad sejmu. Prawdy obiektywnej nie ma - po prostu nic takiego nie
istnieje. Każde słowo każdego języka jest potencjalną metaforą, a ta
według definicji Arystotelesa to przeniesienie na słowo innego
znaczenia. Stąd w każdym słowie jest z natury materiał także na inne
znaczenie, a nawet na bezmiar znaczeń. Dzieje się tak, ponieważ każdy z
nas "zapamiętał" ze swojego dzieciństwa i wychowania inne znaczenie
tego słowa. Nadawca przekazu używa słów dla podkreślenia znaczenia
wypowiadanych treści, odbiorca posługuje się natomiast własną
interpretacją, często oddzielając słowo od kontekstu.

Język jest reprezentacją doświadczenia, podobnie jak mapa jest
reprezentacją danego terenu. Słowa są znaczące jedynie wtedy, kiedy
odnoszą się do pierwotnych doświadczeń. Zarówno w czasie procesu
nadawania jak i odbioru ważne informacje mogą ulec zgubieniu lub
zniekształceniu. Niektóre elementy, czy formy językowe oddają
uogólnienia i usunięcia doświadczeń lub ograniczenia modelu świata
mówiącego. DROGOWSKAZY (metamodel) stanowią wyraźny zestaw narzędzi do
zbierania informacji, które to narzędzia pomagają w wykrywaniu takich
schematów werbalnych i ich kwestionowaniu, kiedy wymaga się
precyzyjnych informacji.



Wypowiedzieć wszystko

Aby zrozumieć metamodel, trzeba spojrzeć na drogę, jaką przebywają
myśli, zanim nie zostaną przełożone na słowa. Język nie odda dokładnie
prędkości, różnorodności i wrażliwości naszego myślenia. Zawsze będzie
tylko przybliżeniem. Aby mówić w sposób jasny, robimy nieświadomie trzy
rzeczy. Po pierwsze, wybieramy tylko niektóre z informacji dostępnych
na poziomie głębokim - większość jest usuwana. Po drugie, podajemy
uproszczoną wersję, co nieuchronnie zniekształca znaczenie. Po trzecie,
dokonujemy generalizacji. Gdybyśmy nie dokonywali uproszczeń,
konwersacja byłaby przeraźliwie długa, pedantyczna i nudna.



Metamodel to seria pytań, które usiłują odwrócić i rozwikłać dokonane w
języku usunięcia, zniekształcenia i generalizacje. Mają one na celu
uzupełnienie brakujących informacji, odtworzenie struktury i wydobycie
konkretnych wiadomości - wszystko po to, aby nadać komunikacji sens.



Jak język pomaga manipulatorom? 1

Przez manipulację rozumiemy tu zabiegi, za pomocą których człowiek
usiłuje kształtować postawy i zachowania innych ludzi stosując środki,
które uważamy za nieuczciwe. Ta nieuczciwość użytych środków polega
bądź na wyraźnym kłamstwie, bądź na zatajeniu tego co odbiorca powinien
wiedzieć, m.in. na nie ujawnianiu rzeczywistych celów, którym służą
użyte środki.

Elementy, które pomagają w zabiegach manipulacyjnych, to m.in:

* Cenzura - polecam polskie zapisy cenzury udostępnione opinii
publicznej przez Tomasza Strzyżewskiego "Z księgi zapisów GUKPiW"-
wydane przez Niezależną Oficynę Wydawniczą w 1977 r.

* Zastosowanie techniki posługiwania się argumentacją wyłącznie
jednostronną (ukazywanie tylko walorów albo tylko wad jakiegoś
zjawiska), posługiwanie się przysłowiami, trafnymi uogólnieniami - typu
"jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz" itp.

* Uzupełnienie zdań wykładnikami językowymi oczywistości sądu, takimi
jak "niewątpliwie", "bez wątpienia", "rzecz jasna", ""oczywiście",
które w rzeczywistości sugerują tylko subiektywną pewność nadawcy
zdania, ale często są odbierane jako sygnały obiektywnej bezsporności
stwierdzonego stanu rzeczy

* Posługiwanie się przysłowiami, jak i obiektywizowanie swoich
wypowiedzi         
normatywnych czy też stwierdzających pewien stan rzeczy - stanowi wyraz
dążności do posługiwania się autorytetem - w tych wypadkach autorytetem
ogółu, mądrości zbiorowej, której przejawem wydają się być nawet myśli
formułowane przez pisarza, ale w konwencji uogólnień. Angażowanie
autorytetów to w zabiegach manipulacyjnych sprawa bardzo podstawowa.
Przejawia się ona w tekstach w postaci powoływania się na czyjeś
zdanie, cytatów, a także zdobywania "dla sprawy" odpowiednich autorów.
Autorytety, na które powołują się manipulatorzy, mogą być różne w
różnym czasie, ich zmienność uświadomiliśmy sobie wszyscy ostatnio.



Specyficzna konstrukcja językowa w czasach "komuny" 2


W całej historii kultury ludzkiej można znaleźć dowody na to, że
dezinformacja jako najbardziej jaskrawa forma manipulacji była zawsze
wykorzystywana jako broń strategiczna.

Język jest główną i najpotężniejszą bronią państwa w jego pracy nad
przeróbką człowieka. Stworzeniu nowego języka przyświecają dwa cele:
zdobycie "środków wyrazu dla światopoglądów jakie należy żywić..." i
"uniemożliwienie innych sposobów myślenia"3. Nowy język jest więc
równocześnie środkiem porozumiewania się i narzędziem represji.

Na przykład język z epoki komunizmu tym różni się od innych, że słowa
straciły w nim swój immanentny sens i stały się pustą skorupą,
napełnianą treścią w zależności od potrzeb. Słowo miało maskować
rzeczywistość, tworzyć złudny i nieistniejący świat, ale to samo słowo
zachowywało związek z rzeczywistością przez to, że to ją kodowało.
Sowiecki język stał się szyfrem, w którym sens znaków zależy do
Najwyższej Instancji. Tajniki szyfru udostępniane były przede wszystkim
posługującym się nim ludziom, ale w różnym stopniu. Stopień
wtajemniczenia zależał od miejsca zajmowanego na drabinie społecznej.
Miało pierwsze, drugie, trzecie znaczenie....

Próby wyrwania się z kręgu, mówienia innym językiem, dotarcia do innego
niż "oficjalne" znaczenia słów uważane były za przestępstwo.

Oficjalna definicja sowieckiego systemu informacji i propagandy była
ścisła: SIMP (środki masowej informacji i propagandy) "w sposób
zorganizowany i metodyczny szerzą określony, zorganizowany zespół
wzorcowych poglądów (...) za pośrednictwem tekstów również uprzednio
przemyślanych i zorganizowanych"4.

Hitler uważał, że wszystkie wielkie rewolucje zawdzięczają zwycięstwo
słowu i ludziom, którzy zniewalającym darem krasomówczym porywali
innych. W jednym rzędzie stawiał Chrystusa, Lenina, Mussoliniego i - w
domyśle również siebie. Nie ulega wątpliwości, że Wielka Rewolucja
Październikowa zawdzięcza swe istnienie i zwycięstwo Leninowi. Wiadomo
jednak, że był on miernym mówcą. Jego siła polegała na języku pisanym,
na tym, że był świadom potęgi słowa i umiał je wykorzystać. To on
stworzył model języka sowieckiego. Model ten opiera się na zasadzie, że
mówca sam określa znaczenie słów, których używa. Lenin opracował
specjalną kompozycję, pozwalającą utrwalić "formułę-hasło" w umyśle
czytelnika i słuchacza. Tekst należało podzielić na paragrafy: dzięki
temu zabiegowi staje się przekonywujący, bo rozbicie sprawia wrażenie
ciągu logicznego. Najważniejszym elementem kompozycji są jednak
powtórzenia. Powtórzenia skupiają uwagę na wytyczonym nimi terenie,
ograniczają możliwość interpretacji i wpychają myśl w ciasny kaftan
jednego wyjścia. Lenin na przykład powtarzał czasowniki we wszystkich
czasach: "było, jest i będzie", "stosunki się układają, muszą się
ułożyć i ułożą się". Z reguły używał formuły trzyczęściowej. Liczba
trzy oznacza w strukturach językowych "dużo". Nie przypadkiem
wielokropek oznacza się trzema kropkami, nie przypadkiem w bajkach
wszystko spełnia się po trzecim życzeniu. Lenin posługiwał się tą
syntaktyczną symboliką, by tworzyć złudzenie, że wyczerpał temat.
Powtórzenia zastępowało dowód. Słuchacz i czytelnik tracił możność
wyboru - odpowiedź została mu dana: jedyna, bo słuszna, i słuszna, bo
jedyna.

Podobnie dzisiaj jedna z osób, która jest najbardziej popularna w
świecie polskiej polityki, a tym samym ma największy wpływ na nasze
życie społeczne i gospodarcze - używa właśnie takiej trzyczęściowej
formuły. Polityk ten często podkreśla swoją wypowiedź stosując zwroty:
po pierwsze, po drugie, po trzecie. Tym samym świadomie bądź nie
odwołuje się do podświadomości słuchaczy. Ci z Państwa, którzy uważnie
słuchają wystąpień polskich politycznych przywódców z pewnością wiedzą
o kogo chodzi. Tym, którzy jeszcze tego nie zauważyli - gorąco polecam
uważne słuchanie.

W ten właśnie sposób został zbudowany zamknięty model języka
sowieckiego wodza: ze słów pozbawionych immanentnego sensu tworzyło się
hasła, których forma zawierała i narzucała jedyną możliwą odpowiedź -
decyzję i rozkaz.



Bardzo obrazowym, w moim przekonaniu, językiem "hipnotycznym" jest
język sowiecki, który  istniał ponad 70 lat - Polska była pod jego
ogromnym wpływem ponad 50 lat.

Interesujące wyniki daje analiza języka, jakim posługiwano się w Polsce
w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, której autorem jest
Michał Głowiński z Instytut Badań Literackich PAN - wykład: "Opis
papieskiej podróży. Z problemów manipulacji językowej". Oto fragment:

"Zasadniczym przedmiotem szkicu są właśnie opisy papieskiej podróży, te
relacje o niej, jakie nie pojawiły się w dziennikach i tygodnikach
(pozostawiam poza polem obserwacji prasę katolicką, która informowała
dużo obszerniej i inaczej oraz pisma wydawane poza cenzurą). Podstawą
materiałową tych rozważań jest kilkanaście dzienników od 15 maja 1979
do 15 czerwca 1979 i tygodników, tak społeczno-kulturalnych jak
ilustrowanych, z okresu od 15 maja do końca czerwca. Takie wykrojenie
materiału pozwoli ukazać przygotowania do wizyty, relacje z jej
przebiegu oraz podsumowania, a także - ujawni istotne cechy tych
publikacji.

Po pierwsze, cały cykl pisany jest według z góry ustalonych dyrektyw,
zawartych w instrukcjach, które miały moc obowiązującą i regulowały
nawet najmniejsze drobiazgi. Poza częścią artykułów interpretacyjnych
będących z reguły ogólnymi deklaracjami ideologicznymi (i również
pisanymi według jednej sztancy), wszystkie materiały, jakie się w
prasie ukazywały, firmowane były przez Polską agencję Prasową -
wykorzystywały je nawet gazety, wychodzące w miastach, które Papież
odwiedził; w konsekwencji ważne są nie zróżnicowania pomiędzy
poszczególnymi pismami, ale - przeciwnie - skrajne ujednolicenie,
dostrzegalne nawet w wyborze słów i formuł. (..)

Po drugie, opisy papieskiej podróży, będąc - jak postaram się wykazać -
wzorcowym przykładem manipulowania informacjami i mową, obywają się bez
jawnych kłamstw. Rzecz polega nie na pisaniu o tym, czego nie było, ale
na przekazywaniu wiadomości cząstkowych, odbieraniu ich według
ustalonej skali ważności, często wchodzącej w konflikt nie tylko z
powszechnym odczuciem, ale także - ze zdrowym rozsądkiem. Manipulowanie
polega tu na swoistym założeniu akcentów, na wyborze faktów, o których
się nie mówi, na narzucaniu interpretacji wreszcie. Tak kształtowana
informacja staje się dezinformacją. Staje się, mimo że w prasowych
relacjach nie mówiło się nic, co by się rzeczywiście nie zdarzyło, w
streszczeniach wypowiedzi Papieża nie było niczego, czego rzeczywiście
by on nie powiedział. Choć wolna od kłamstw jednostkowych, prasa
stworzyła zdecydowanie fałszywą wizję wydarzeń.

Po trzecie, swoistością manipulacji prasowych w opisach wizyty Papieża
jest to, że praktykowano je wówczas, gdy społeczeństwo nie było odcięte
od informacji - i każdy, kto chciał, mógł je bez trudu zdobyć."



Przytoczone powyżej przykłady mają jedynie zasygnalizować zjawisko
manipulowania słowem. Teksty te są aktualnym przykładem języka
"hipnotycznego", czyli takiego, który nie określa miejsca, czasu i
przestrzeni. Jest zatem ogólny, nieprecyzyjny, fałszuje tym samym
rzeczywistość, brakuje mu odniesienia do pierwotnych doświadczeń
odbiorcy. Ten właśnie język próbuje kształtować naszą "mapę"
rzeczywistości poprzez podprogowy stan hipnotyczny (patrz struktura
głęboka), w którym ludzie poruszają się po omacku. Taka sytuacja
sprawia, że łatwo jest nimi manipulować.  



Język, jakim się posługujemy, wymaga dbałości i dyscypliny. Tę ideę propagują liczne olimpiady i konkursy językowe.

Co roku wydarzeniem w tej dziedzinie jest przyznanie tytułu Mistrza
Mowy Polskiej. To, co jest najczęściej podkreślane przez samych
laureatów konkursu, to fakt, że poprawność i piękno wymowy zawdzięczają
swoim rodzicom i wychowaniu w szacunku do języka. Bogusław Wołoszański
- jedna z wyróżnionych osób w konkursie w 2001 r. - podsumował całe
wydarzenie słowami Churchilla: "To nie jest początek, to nie jest
koniec. To jest początek końca lekceważenia języka". A Magdalena
Tułowiecka, komentując laureatów na antenie PR I Polskiego Radia dała
dwie rady: po pierwsze - uczmy się języka, którym się posługujemy. Po
drugie - bawmy się językiem. Będziemy lepiej rozumiani i lepiej
rozumieli, łatwiej przekażemy swoje myśli. A jak powiedział Immanuel
Kant: "Wielokrotnie miałem myśli, o których nie odważyłbym się mówić.
Ale też nie odważyłbym się powiedzieć czegoś, czego nie miałem na
myśli".  



Istotne staje się codzienne uważne posługiwanie się językiem i równie
uważne słuchanie, zwłaszcza tego, co mówią politycy, którzy mają wpływ
na nasze życie.

Bo "manipulacja może być skuteczna tylko wtedy, kiedy jej techniki nie
są znane ludziom, wobec których są stosowane. Idealnym stanem jest
taki, kiedy potencjalni manipulowani wiedzieliby o funkcjonowaniu
umysłu i jego słabych stronach tyle samo, co manipulatorzy"5. A
stosowanie wspomnianego metamodelu z pewnością okaże się pomocne w
bronieniu się przed wykorzystywaniem  i w zachowaniu niezależności
w życiu, w wypowiadaniu swoich sądów oraz w postępowaniu.

1 Na podstawie wystąpienia Jadwigi Pusyniny (Wydział Polonistyki UW): "Jak język pomaga manipulatorom?".

2 Na podstawie: Michał Heller "Maszyna i śrubki. Jak hartował się człowiek sowiecki", Warszawa, 1989.

3 George Orwell, "1984", str. 241

4 A. N. Wasiljewa, "Gazetno-publicisticzeskij stil rieczi" Moskwa 1982, str 11..

5 Anna Grzywa "Manipulacja. Mechanizmy psychologiczne", Kraśnik, 1997



dr Bogusław Feder

Kwiecień 2005,

Chcesz otrzymywać aktualne informacje o szkoleniach i nowościach CKL S.A.?

1997-2003 © CKL S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone