Czytelnia

- czyli skuteczne sposoby na to, by pozyskać klientów

Historie powszechne - daj się poznać

Ile to można czekać.....Podobno ,,czas to pieniądz", tak mówią handlowcy....A gdzie poszanowanie mojego czasu i mojej osoby.... Dwie godziny czekałam na pana, który ,,zechce mi przywieść" upragniony zestaw wypoczynkowy z salonu meblowego.... Wszystko miało trwać góra 30 minut, a ja jak nakręcona biegam od okna do okna i czekam.... W końcu przyjechał...Był opryskliwy i tak kręcił.... Najpierw szef go zatrzymał - co nie było prawdą, bo sama dzwoniłam do firmy ze 4 razy. Potem złapał gumę, potem był korek, choć zupełnie nie wiem jak, skoro salon jest kilometr od mojego domu.... Może bym i uwierzyła w którąś z wymówek, gdyby nie zbieg okoliczności, a raczej nieostrożność ,,fachowego dostawcy". Kiedy wyszłam do kuchni, zadzwoniła jego komórka. Odebrał i zaczął z kimś rozmawiać. Mówił, że ma problemy w domu, że żona zażądała rozwodu...Nie zauważył tylko, że już wróciłam... Trochę zrobiło mi się go szkoda....Ale przecież mógł nie kłamać i powiedzieć, że ma problemy w domu i w ogóle zły dzień... Przecież każdy z nas jest tylko człowiekiem....A bycie sobą może pomóc w najbardziej niespodziewanej sytuacji....J Oto przykład.

Tamara Twitchell jest wicedyrektorem do spraw sprzedaży i marketingu w pewnej amerykańskiej firmie zajmującej się oprogramowaniem komputerowym.
Pewnego dnia leciała do Nowego Jorku na bardzo ważne spotkanie z wydawcą, z którym miała rozmawiać o możliwości opublikowania przeglądu oprogramowania oferowanego przez jej firmę. Spotkanie było tym ważne, iż próby jego finalizacji ciągnęły się przez kilka tygodni. W końcu ów wydawca zgodził się poświecić Tamarze 20 minut swojego cennego czasu. Podczas międzylądowania w Dallas, kiedy szła przez dworzec upuściła butelkę z szampanem. Ta gwałtownie eksplodowała i poraniła jej nogi. Błyskawicznie została przetransportowana do szpitala, gdzie szybko ją opatrzono, tak, by mogła jeszcze zdążyć na i tak opóźniony samolot.
Mimo ogromu starań całej ekipy medycznej i obsługi lotniska, Tamara nie wyglądała najlepiej. Na obandażowane stopy nie mogła włożyć nic innego prócz gumowych klapek. Wydawało się, że spotkanie nie odbędzie się, a na pewno nie w takiej formie, w jakiej powinno... Kiedy samolot w końcu wylądował, było jasne, że i tak nie zdąży na umówione spotkanie. Nieco zdenerwowana wykręciła numer do wydawcy. Nie miał już nic do stracenia: ,,Dzień dobry, Tamara Twitchell po tej stronie. Mam dla Pana dwie wiadomości. Dobra jest taka, że już jestem w Nowym Jorku. Ta gorsza...Pan pozwoli, że na spotkanie przyjadę trochę spóźniona i mój strój nie będzie należał do najbardziej odpowiednich na takie okoliczności. Sądzę jednak, że dżinsy i szpitalne klapki nie zniechęcą Pana do naszego spotkania?...A i jeszcze jedno, czy mogłabym przywieźć swój bagaż?" Z niecierpliwością wyczekiwał na jakąkolwiek reakcje. Po chwili ciszy, w słuchawce rozległ się głos: ,,Dobrze, ale czy czasem nie jest Pani niechcianą kuzynką, która ma zamiar nigdy nie wyjechać? Wierzę także, że to da się jakoś racjonalnie wytłumaczyć?..." Te słowa rozluźniły całą atmosferę, a pokaz wypadł bardzo korzystnie. ,, Spędziliśmy -wspomina Tamara - razem półtorej godziny i był on pod takim wrażeniem, że umieścił w swojej publikacji pięć stron, poświęconych tylko naszemu oprogramowaniu."

W dalszej pracy, cała ta komiczna sytuacja z obolałymi nogami pomagała w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi. Tamara Twitchell wyniosła jednak z niej coś więcej niż tylko niemiłe wspomnienia i obawę przed, nieuzasadniona, jak się okazało reakcją klienta. ,,Nikomu nie poleciłabym tego, jako sposobu na przełamywanie lodu, ale nauczyłam się wtedy, że trzeba być sobą. Teraz staram się być jak najbardziej przyjazna i dobrze się przy tym bawić. Pomimo tego, ze cały czas jestem profesjonalistką, jeśli mama ochotę zrobić lub powiedzieć coś głupiego, po prostu to robię. Pozwalam ludziom zobaczyć, że jestem po prostu człowiekiem. Jestem naprawdę sobą"

Jeśli chciałbyś/chciałabyś zadać nam jakieś dodatkowe pytanie, kliknij tutaj